niedziela, 28 lipca 2024

Księga siedemnasta "Zwiadowców" jest do kitu


 Uważam się za całkiem aktywnego czytelnika. O mało której książce postanowiłem się wypowiedzieć w internecie (na tym blogu jak dotąd był to tylko "Alkaloid", jeśli nie liczyć książek erpegowych). Jednak czuję się w obowiązku krótko podsumować fabułę dla tych, którzy popełnili ten błąd, co ja i czytali tę świetną skądinąd serię poza księgę 11 (albo, bądźmy szczodrzy, 12). Kilka recenzji już wspomina o tym, że ta część jest mierna albo taka sobie. Ja zdecydowanie uważam, że jest jeszcze gorsza, ale po kolei.


 

Nie, Maddie wcale nie przestała być książkowym przykładem Mary Sue. Dalej jest niemal we wszystkim lepsza od swojego mistrza, dalej jest kochana przez wszystkich, jednocześnie narzekając raz czy dwa na to, jak to nikt jej nie szanuje, bo jest dziewczyną.  książce zdarza się jednak jeden, pojedynczy przypadek, gdy Maddie Sue się boi. Raz nawet pudłuje i musi strzelić drugi raz (od razu, nie ma konsekwencji za to, że pierwszy strzał spudłował). Widzimy więc pewien postęp w stosunku do części poprzednich. W tym tempie Maddie w księdze 31 będzie całkiem znośną postacią. Przy okazji, Maddie w książce "wyszła z wieku nastoletniego", czyli ma już jakieś 20 lat. Do moich wielkich lęków doszła więc obawa, że w jednej z przyszłych książek John Flanagan będzie chciał zawiązać między Maddie a Willem wątek miłosny. Z drugiej strony łamałoby to trochę status quo serii, więc może nic nam tak naprawdę nie grozi.

Nie, Flanagan dalej nie robi ciekawych antagonistów. Mamy wiedźmę, która mimo tego, że wie o tym, że zwiadowcy są blisko, postanawia nie chronić swojej jaskini i tym samym umożliwia pokrzyżowanie jej planów bez większego problemu. Z motywacją też słabo. Arazan jest zła, ponieważ jest zła. Jakby była z filmów Marvela. Tytułowe wilki są być może najmniej groźnymi przeciwnikami, z jakimi zwiadowcom przyszło się mierzyć w całej serii - giną od właściwie jednej celnej strzały, raz nawet zostają niemal zabite przez dwa koniki zwiadowcze, nie będąc w stanie ich choćby zranić.

Nie powtarza się terror wzruszania ramionami. To może tylko ja, ale w księdze czternastej irytowało mnie, że co pięć sekund ktoś wzrusza ramionami. Tutaj naliczyłem tylko osiem gwałtownych wertykalnych ruchów barków.

Następuje powrót do wykorzystywania poprzednich serii jako zapychacza (pamiętacie, jak Will spalał most? Pamiętacie? Tak? No to i tak wam przypomnę). Tutaj przynajmniej jest to mniej inwazyjne niż w części poprzedniej, gdzie postacie pojawiały się po to, żeby być w książce, mimo że z punktu widzenia fabuły miały wszelkie powody, żeby tam nie iść. Pod tym względem nie ma tragedii.

Zapamiętam tę część, jako tę, która przeskoczyła wszystkie rekiny. Mamy nie tylko stuprocentowe, bezpośrednie potwierdzenie, że w tym świecie magia istnieje, ale również w pewnym momencie przyzywane są istoty z zaświatów. Okazuje się, że da się komunikować nawet przez ogromne dystanse za pomocą telepatii. Dlaczego w takim razie nikt ze znanych nam złoczyńców nie używał demonów w swoich wojskach? Nie wiadomo. Dlaczego nikt nie używa techniki telepatii, która mogłaby w poprzednich częściach oszczędzić wiele żyć i czasu? A bo ja wiem? Myślałby kto, że ktoś na jedną z tych rzeczy wpadnie.

A zatem jeżeli jesteś fanem serii i chcesz przeczytać nowych "Zwiadowców"... pójdź do biblioteki. Nie uważam, żeby to była książka warta swojej ceny. Jeśli boli Cię czytać mierne części w swojej ulubionej serii, to pomiń "Wilki Arazan". Może następna będzie przyzwoita?

1/5 (ponieważ nawet fabuła i wewnętrzna spójność nie trzymają się kupy)

Dlaczego wolę nudne kostki

Na tle mojej grupy gier fabularnych przedstawiam się zupełnie przeciętnie, jeśli chodzi o liczbę posiadanych kostek. Jednak kiedy któreś z g...

Popularne posty